C est mon mond, c est ma vie... coDziennik wiedźmy.
niedziela, 07 października 2012
Jest tu kto?
Podobno ludzie szczęśliwi nie piszą blogów.
Ja będę pisać.
Jest tu kto?
poniedziałek, 20 czerwca 2011
Dyskretny nonsens lustra

Popatrz, popatrz pamiętniczku! Dziś dokończyłam prace "ogródkowe", których efektem jest taki oto piękny balkon :D



I to tyle radości. Chwilę później usiłowałam opracować jakiś strój na jutro - jadę na wycieczkę integracyjną - i okazało się, że nie mieszczę się w żadne stare spodnie... Zdarza mi się to pierwszy raz w życiu i jestem załamana.

Nim dopadną nas na dobre zmarszczki i kilogramy...
niedziela, 19 czerwca 2011
Tęskniłeś pamiętniczku? ;)
Nie lubię zaczynać od banałów, a stwierdzenie, że czas biegnie bardzo szybko jest bez wątpienia banałem. Jest natomiast wytłumaczeniem, dlaczego ostatnie pół roku minęło mi szybciej niż mrugnięcie oka...

Właściwie dopiero teraz zaczyna opadać ze mnie euforia pt "wreszcie jestem u siebie". Przez ostatnie miesiące z szałem w oczach meblowałam, dekorowałam, dobierałam faktury i kolory, aż w końcu, obsadziwszy dwie metrowej długości skrzynki balkonowe miniaturowymi iglakami, bylinkami oraz drobniutkimi kwiatuszkami, uznałam, ze chyba mogę osiąść na laurach. Chyba, bo może jeszcze pofatyguję się po żyrandol no i wypadałoby wreszcie kupić krzesła (mam dwa, niepasujące, bo pożyczone...).
Właściwie to w tym tygodniu czeka mnie domowy sprawdzian, a to z tego tytułu, że odwiedzi mnie rodzina w postaci osób trzech, z moją własną mamą na czele. A z czego znana jest moja mama? Z poprawiania, przestawiania, uzmysławiania co jest absolutnie niezbędne, a czego tu brakuje, jak również od okazjonalnego uszczęśliwiania na siłę. Mimo tego, cieszę się. Widujemy się na tyle rzadko, ze potrafię docenić nawet takie dowody troski :)

Poza tym moje życie nie zmieniło się jakoś diametralnie. Nadal jego głównym wypełniaczem jest praca. Tendencja do spędzania w niej nastu godzin na szczęście rozeszła się gdzieś po kościach, za to "normalnie" spędzane w niej godziny są nadal wymagające. Cieszy mnie to, że mam szansę się rozwijać. Mimo stosunkowo krótkiego stażu pracy udało mi się osiągnąć kilka wcale nie takich oczywistych sukcesów, jak na przykład efektywne wzięcie na siebie odpowiedzialności za prawie dziesięcioosobowy zespół, na czas wcale nie krótki, bo kilku miesięcy. Fakt, nie byłam na to przygotowana - nie można być pracując dziewięć miesięcy (a tyle to w tamtym momencie było) - ale mam poczucie, ze sprostałam wymaganiom dużo większym niż te wynikające z mojego formalnego stanowiska. Długoterminowa korzyść jest taka, że pokazałam, że potrafię podejmować decyzje, co czyni mnie partnerem w dyskusji - a nie tylko kimś, kto dyskusjom może się przyglądać. Czas pokaże, czy będą mi dane kolejne szanse - może niekoniecznie aż tak spektakularne. W każdym razie jednego jestem już pewna - jestem osobą, której trudno zadowolić się małym i której potrzeba trudnych wyzwań, a przynajmniej na tym etapie życia, na którym jestem teraz.

Kochany pamiętniczku, ale czy Ty w ogóle za mną tęskniłeś? ;)
środa, 02 lutego 2011
Zapraszam na kawę
Kochany pamiętniczku, a więc stało się. Mam swój kawałek podłogi. Trochę tu zimnawo i strasznie kurzy się w kątach, ale właściwie to mi to nie przeszkadza, wiesz? Mieszkam tu już ponad dwa tygodnie, ale wciąż przeżywam huśtawkę nastrojów. Zaczyna się od nieufnego niedowierzania, potem jest kilka odcieni głębokiej radości, od tej dzikiej, która każe mi się tarzać po dywaniku w sypialni aż po tą spokojną, ogarniającą mnie ze wszystkich stron podczas gapienia się w telewizor w pozycji półleżącej, następnie jest poczucie wyobcowania, bo nie znam wcale tej okolicy i nie mam poczucia, ze tu jest dom... Ale tłem jest stale i niezmiennie głęboki spokój, w towarzystwie poczucia wolności.

Jestem u siebie. Mam wielką sofę i wielki telewizor, a także niewielką sypialnię i niezbyt obszerny balkon. Mam stół i dwa pożyczone krzesła, a w najbliższym czasie zamówię sosnowe łóżko. I mam zmywarkę!

Sama przeprowadzka była, zwyczajem przeprowadzek, irytująca, stresująca, traumatyczna i ogólnie paskudna. Od poprzednich różniła się tym, że musiałam ją bardziej rozwlec w czasie - bo pracując na pełen etat ciężko jest malować ściany do północy, w międzyczasie pakując manatki i załatwiając ostatnie sprawy urzędowe. Urządzanie się wciąż jeszcze trwa - i myślę, że ten proces będzie czymś ciągłym, bo wicie gniazdeczka mam chyba wpisane w którymś miejscu DNA.

Jeśli ktoś miałby ochotę mnie odwiedzić, zapraszam na kawę :)
sobota, 27 listopada 2010
Przeprowadzka
Kochany pamiętniczku, sama nie wiem jak Ci to powiedzieć. Wiem, wiem, zaniedbuję Cię haniebnie, ale musisz mi wybaczyć. Odkąd zaczęłam pracować, życie nabrało zawrotnego tempa, a rzeczy, których się o nim dowiaduję, to nie zawsze są rzeczy, które chciałabym przekazać innym. Po co być kolejną piszącą, że ludzie bywają podli, że 'to secure peace is to prepare for war', że aby przetrwać w korporacyjnej dżungli trzeba być twardym, sprytnym, a często obłudnym bądź manipulantem? Po co dodawać do tego, że miłość bywa piękna, ale ludzie rozczarowują, że brak czasu zabija przyjaźnie i zabija dużo samego człowieka w człowieku, bo zawsze goniąc nie ma czasu na przemyślenie dokąd się tak naprawdę goni i po co...

Kochany pamiętniczku, nie o tym chciałam, ale jest tak smutno i listopadowa, że nostalgia mnie chwyciła, w dużym stopniu bezpodstawnie.

Tak w ogóle to chciałam Ci napisać, że się przeprowadzam i jest to inna przeprowadzka niż wszystkie dotychczasowe. A to dlatego, że przeprowadzam się do siebie. Nie było to wszystko łatwe, ale udało się i w ciągu najbliższego miesiąca, góra dwóch, będę miała swój kawałek podłogi i swój kawałek balkonu. Trochę nie mogę w to uwierzyć, odkąd wyprowadziłam się od rodziców, a to już ponad siedem lat, było to chyba moje największe marzenie, a moje marzenia mają złośliwą właściwość nie spełniania się - bądź też ja w tą ich właściwość wierzę, obie opcje są możliwe.

Wszystko będzie nowe. Nigdy nie mieszkałam w tamtej części miasta. Nie znam tamtej okolicy, nie wiem którędy najszybciej dojechać do pracy, nie za wielu mam tam znajomych. Nie znam tamtych sklepów, nie wiem gdzie przychodnia... Ale będę tam u siebie, w swojej kuchni, łazience, ze swoją szafą i łóżkiem. Może nawet kupię telewizor?

Postanowiłam, że będę tam szczęśliwa.
wtorek, 28 września 2010
Zalinkowana
To nie znaczy, że związana linką, uwiązana na lince, przyciągnięta na lice czy coś ;) to znaczy, że tu: http://migi.blox.pl/2010/09/zalinkowana.html justinehh wplątała mnie w zabawę, o której oczywiście nie mam pojęcia - bo od jakiegoś czasu o niczym nie mam pojęcia, z racji pracy po 10 h dziennie. Anyway, spróbujmy :)

Lubię:
czytać (ze szczególnym uwzględnieniem Pratchetta); leżeć w łóżku, kiedy w nocy pada deszcz; śniadania w sobotnie poranki; czerwone buty; robić pranie; lampy i lustra; inteligentne złośliwości i szermierkę słowną; grać w Scrabble; jednoznaczne wyniki badań; latać samolotem; palmy; dostawać smsy; kiedy się dużo dzieje...

Prawdę mówiąc, lubię jeszcze wiele innych rzeczy. Ale nie przesadzajmy :)

Typuję kolejnych wybrańców łańcuszka:
Josephine : http://madamjc.blox.pl/html
Anię: http://ania.jogger.pl/
Vill: http://nankurunaisa.blog.onet.pl/
Artura: http://artnow.blox.pl/html

PS chyba to ten czas, kiedy tu wrócę.
środa, 19 maja 2010
Dzień Apokalipsy


Tak wyglądało osiedle, na którym mieszkam od 3 lat, podczas powodzi w 1997 roku. Biorąc pod uwagę fakt, że zbudowano je na terenach zalewowych -zaczynam się odrobinkę martwić...

No ale myśę, że u mnie jeszcze nie jest źle. taka moja przyjaciółka z Krakowa na przykład, z dwutygodniowym synkiem, tuż po przeprowadzce do nowego mieszkania, a za oknem powódź. Albo moja rodzina z suwalskiego - wczoraj przeszła tam trąba powietrzna - pozrywane dachy, połamane drzewa, poprzewracane słupy. Albo to - stoję dziś rano na podporządkowanej na skrzyżowaniu, a tuż przede mną przewraca się chłopak jadący na motorze. A potem mijają mnie trzy wozy strażackie, a ja czuję smród sporej spalenizny.


A po pracy wracam do domu, a tam moja najulubieńsza ryba wcisnęła się między szybę akwarium, a przylegającą do niej grzałkę i za nic nie chce wyjść. Chyba chora.

W taki dzień jak dziś moja masa pracy, studia podyplomowe, praca podyplomowa i wszystkie inne problemy egzystencjonalne wydają się takie drobniutkie.
poniedziałek, 19 kwietnia 2010
Czekając
Utknęłam w czekaniu.

Dzień za dniem mija mi szybko- mam dużo pracy, nowe wyzwania, nadchodzące zmiany, które będą ode mnie dużo wymagały. W wolnych chwilach szkoła, niewiele odpoczynku. To wszystko się dzieje, a ja, zwiedziona pozorami normalności, których dostarcza mi życie, próbuję popchnąć je do przodu.

I nic.

I tylko okazuje się, że muszę poczekać.

Nie czas jeszcze na wszystko, o czym zawsze marzyłam, do czego dążę i co próbuję osiągnąć. To nie jest znowuż tak bardzo dużo- bo też codzienność, tylko bardziej moja, bardziej niezależna. Ale trzeba czekać.

Czekać, czekać, czekać, na wszystko czekać, aż mi przestanie zależeć chyba.

Wbrew temu co napisałam, jestem bardzo pogodna. Ostatnie miesiące dużo mnie nauczyły, życiowo poszłam do przodu i wiem już, że bez pogody ducha ani rusz. I bez cierpliwości ani rusz- no bo trzeba ciągle na coś czekać.

Zestarzeję się w tym czekaniu.
czwartek, 11 marca 2010
I dalej
Omal nie zabił mnie dziś George Michael! Zjeżdżałam z trzypasmowej wylotówki na ślimak - znaczy się na spiralny wjazd na wiadukt, z prędkością odpowiednią dla trzypasmówki, kiedy w radiu usłyszałam "Freedom". Od razu chciałam dać głośniej, wyciągnęłam rękę do gałki radia, oczywiście puszczając częściowo kierownicę i... i George Michael chciał mnie zabić... :)

Sama nie wiem jak nazwać ostatnie dwa tygodnie. Praca, praca, praca. Z własnej pracy do restauracji, bez jedzenia, bez chwili wytchnienia. Teraz powoli wracam do siebie - co prawda u siebie w pracy dzień w dzień siedzę po godzinach, bo nawał testów (będę bogata jak mi za to wszystko zapłacą), ale knajpa już otwarta, gra i buczy, że tak powiem :)

Gorsze wieści napływają z domu. Mama już po operacji, z endoprotezą w biodrze. Jest zdana na pomoc innych, martwię się bardzo, bo tata też już nie ma dwudziestu lat i ze wszystkim nie poradzi. Boję się też, na ile mama wróci do dawnej sprawności, a najbardziej, najbardziej demotywuje mnie to, że mnie tam przy nich nie ma, że jestem takie niewdzięczne dziecko, co nawet palcem nie kiwnie, tylko co najwyżej zadzwoni.
wtorek, 02 marca 2010
Ten million fireflies

Nie wiem, czy zwrociłabym uwagę na tą piosenke, gdyby nie korek, który dopadł mnie w niespodziewanym miejscu, niemal na finiszu drogi do pracy. Stałam spokojnie na lewym pasie i z braku innego zajęcia, zaczełam słuchać słów. Potem pozostało już tylko odgrzebac teledysk i voila! Jestem zachwycona, teledysk jest z gatunku tych które lubie najbardziej, w słowach dużo poezji, całość ujmująca i zmuszająca do usmiechu. Prosze państwa, bohater głowny pierwszego akapitu dzisiejszej notki, Owl city z piosenką "Fireflies": http://www.youtube.com/watch?v=psuRGfAaju4

Dużo się dzieje, w związku  czym nie mam czasu na nic, ani nawet juz nie wiem na co moglabym o miec... Póki co udalo mi sie odfajkować szkołe - zaliczenia za mną, wiekszość na piatki! A teraz miesiąc przerwy, uff... Pozostaje mi praca i dom, a pozostałości wolnego czasu przeznaczam na pomoc w duzym wyzwaniu, jakim bez wątpienia jest otwarcie własnej restauracji... Tak więc po godzinach jestem dekoratorem wnętrz oraz doradcą wszelakim. Z różnym skutkiem.

Tak więc moje ostatnie dni wygladaja mniej więcej tak: zombie zwleka się z łożka i pólprzytomnie szykuje do pracy, do której jedzie na pamięć i nie wiem jakim cudem (odpukać!) jeszcze bez stłuczek, za to z codziennym poslizgiem (jestem w labie ostatnia, codziennie). Osiem godzin ganiania, tu raport, tu spotkanie, tu biegiem do labu, tu kolejny problem wyskoczył, tu mała kłótnia, tu przepychanki polityczne, w międzyczasie z komórka w ręku i wybieramy, meble i bibeloty, wybory i decyzje, cały czas na najwyższych obrotach.

A do tego jeszcze mama w szpitalu, dzwonię codziennie, nie daję się zwariować i jestem dobrej myśli.

Tylko już jestem trochę zmęczona.
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 137

Zagłosuj na ten blog w konkursie Bloger 2008

moon phase info
adopt your own virtual pet!
Skopiuj CSS